PRAWDA CZY FAŁSZ – OBALAM DIETETYCZNE MITY

Czy można jeść po 18.00, czy to prawda że ziemniaki tuczą, a chudnąć trzeba 1 kg tygodniowo? Czy rano koniecznie trzeba wypić szklankę wody? Dietetyczne mity mnożą się jak grzyby po deszczu (swoją drogą – słyszałam, że grzyby są bezwartościowe – prawda czy fałsz?). Spróbujmy się z nimi rozprawić (z mitami, nie grzybami). Zapraszam na pierwszy artykuł z cyklu PRAWDA CY FAŁSZ i zachęcam do wpisywania swoich pytań czy mitów w komentarzach!

Warzywa można jeść bez ograniczeń.

– A co między posiłkami, jak będę głodna/głodny?

– Proszę jeść warzywa.

To chyba jeden z częstszych dialogów w gabinecie dietetyka. Błonnik, w który są bogate warzywa daje uczucie sytości i zapewnia regularną przemianę materii. Chrupanie i żucie twardych warzyw, jak np. seler naciowy czy marchewka zajmuje też sporo czasu co jest dodatkowym plusem, bo nie myślimy wtedy o jedzeniu i o głodzie. Warzywa są niskokaloryczne, są zdrowe i konieczne w naszej diecie. Nie przytyjesz od chrupania ich! Jednak, to nie jest lek na całe zło i wszystkie nasze dolegliwości!

Po pierwsze, zbyt duża ilość błonnika dostarczona w krótkim czasie do organizmu może prowadzić do wzdęć i gazów – błonnik jest ciężkostrawny! Zatem, jeśli do tej pory naszym jedynym warzywem był sos pomidorowy na pizzy nie zjadajmy od razu wymaganych 5 porcji warzyw w ciągu dnia. Takie postępowanie może się skończyć bólem brzucha i krótkim stwierdzeniem „dieta jest do kitu, nie działa, idę na pizzę”. Chyba nie o to nam chodzi? Włączajmy warzywa do diety stopniowo obserwując reakcje swojego przewodu pokarmowego.

Po drugie organizm potrzebuje przerwy między kolejnymi posiłkami, aby strawić to co mu już dostarczyliśmy. Przerwy między posiłkami są konieczne, a nieustannie coś chrupiąc (nawet jeśli są to niskokaloryczne warzywa) odbierasz sobie czas na poradzenie sobie z poprzednim posiłkiem. Zachowaj więc przerwy między posiłkami. Daj sobie odpocząć i strawić to co już zjadłaś/zjadłeś. Chrup warzywa jeśli naprawdę odczuwasz głód i wiesz, że za moment będzie kolejny zaplanowany posiłek albo w czasie imprezy cz oglądania filmu,  gdy do wyboru masz chipsy czy krakersy.

Pieczywo chrupkie jest lepsze niż zwykły chleb.

Na ten temat napisałam artykuł TU możesz znaleźć więcej na temat tego czy chrupkie pieczywo jest dietetyczne. A w dużym skrócie? Jest wiele chrupkich chlebków o naprawdę dobrym składzie – to są zazwyczaj te bez dodatków smakowych. Sięgaj po nie okazjonalnie, ale raczej jako zamiennik zwykłego pieczywa np. na kolację, jako przekąska lub zamiennik tłustych i słonych chipsów czy krakersów. Jednak nie ma co się łudzić, że ten chleb jest mniej kaloryczny i sprawi, że cudownie w błyskawicznym tempie schudniemy. Porównując wartość energetyczną kromki jest ona faktycznie mniejsza niż w tradycyjnym chlebie. Dzieje się tak dlatego, że pieczywo to jest po prostu lżejsze.

Jednak jeśli spojrzymy na kaloryczność w 100 g tu możemy się zdziwić… bo często jest ona wyższa niż „zwykłego” pieczywa.

Głodówki są najlepszym detoksem.

Najpierw zdefiniujmy czym jest głodówka: głodówka zaczyna się już wtedy, gdy dostarczamy do organizmu mniejszą ilość energii niż wynosi nasze zapotrzebowanie. Jeśli Twoje zapotrzebowanie (podstawowa przemiana materii) oscyluje w okolicach 1800 kcal to głodówką dla Ciebie będzie już dieta 1200 kcal! Zazwyczaj jednak głodówką nazywany jest post całkowity.

W czasie takiej głodówki do organizmu nie są dostarczane substancje odżywcze z zewnątrz w odpowiedniej dla zapotrzebowania ilości, więc organizm w celu utrzymania procesów życiowych i pracy wszystkich organów zużywa i przerabia skumulowane wcześniej zapasy, odwadnia się oraz spowalnia procesy metaboliczne.

W czasie pierwszych 2-3 dni niejedzenia uczucie głodu powoduje duże rozdrażnienie, denerwuje nas widok, zapach jedzenia a nawet rozmowy o nim! W tym czasie można zaobserwować dużą utratę masy ciała (nawet 4 kg w ciągu 3 dni) co motywuje i zachęca do dalszego głodowania… Następuje też rozkład glikogenu skumulowanego w wątrobie oraz usuwany jest nadmiar sodu (znikają obrzęki). Same plusy! Po kilku dniach zaczynamy się czuć naprawdę fajnie! Niestety im dłużej się głodzimy tym jest gorzej.

Po pierwszym tygodniu uczucie głodu co prawda zanika – następuje bowiem rozkład tkanki tłuszczowej na glicerol i kwasy tłuszczowe (kwasy tłuszczowe przenikają do pustego żołądka i aktywują cholecystokininę, hormon mający m.in. działanie hamujące uczucie głodu, dlatego w tym czasie głodówki nie odczuwa się głodu). W tym czasie pojawia się także nieprzyjemny zapach acetonu z ust, a to pierwszy objaw kwasicy (znak że nasz organizm jest zakwaszony… a to nie wróży nic dobrego). Ten rodzaj kwasicy następuje w sytuacji kiedy w celu produkcji energii do życia następuje spalanie tłuszczów a nie glukozy, w wyniku czego dochodzi do produkcji ciał ketonowych.

W jaki sposób najlepiej i najbezpieczniej się „odtruć”? Naszym centrum detoksykacyjnym jest wątroba oraz nerki. Zadbajmy o te dwa narządy i wspomóżmy ich działanie odpowiednimi pokarmami, to najlepszy sposób na detoks. Niezłym sposobem są także „posty warzywne”, ale wyłącznie pod kontrolą lekarza!

Chcąc się odchudzić, trzeba liczyć kalorie.

Podczas odchudzania należy skupić się na wielkości porcji, w miarę regularnych posiłkach oraz urozmaiceniu diety. Od liczenia kalorii są dietetycy 😉 ale nie myślcie sobie że tylko tym się zajmuję! Nasze ciało nie działa zero-jedynkowo, to skomplikowana machina i sieć naczyń połączonych. Nie kalorie są najważniejsze.

Na początku swojej przygody z nowym, zdrowym stylem życia warto się skupić na kaloriach, ale tylko po to, aby choć trochę „liznąć” wiedzy żywieniowej. Aby zdobyć pewne podstawy dietetyki i wiedzę nt. wartości energetycznej pewnych, najczęściej przez nas wybieranych produktów. Jednak na dłuższą metę nie ma sensu skrupulatne przeliczanie kalorii czy ważenie każdego listka sałaty, plasterka wędliny czy kromki chleba.

Skupmy się na jakości jedzenia, na tym czy posiłek tylko nas nasyci czy też przy okazji odżywi nasz organizm. Zwróć uwagę na to w jaki sposób i gdzie spożywasz posiłki, czy jedzenie sprawia Ci przyjemność czy zmuszasz się do niego „bo to zdrowe”. Wsłuchaj się także w organizm i oceń czy dany pokarm Ci służy, to że coś z definicji jest zdrowe nie oznacza, że będzie działało korzystnie na każdego. Nie jestem fanką restrykcyjnych diet, podobnie jak wielu moich pacjentów lubię jeść i wierzę da się połączyć smaczne jedzenie z nieliczeniem kalorii i odchudzaniem.

Light zawsze znaczy chudo.

Light na opakowaniu oznacza, że produkt jest 30% mnie kaloryczny od jego „normalnego” odpowiednika. Takie produkty często jednak mają inne niespodzianki. Mniej tłuszczu, ale więcej cukru plus zagęstniki, mniej cukru, ale 4 różne słodziki o nie do końca pewnym wpływie na zdrowie. Raczej nie o to nam chodzi – pamiętaj, że czasem zdrowiej jest zjeść coś co ma trochę więcej kalorii niż faszerować się gumą guar, żelatyną czy różnymi dziwnymi słodzikami.

Warto też uważać na produkty FIT, 0% czy SLIM. Te produkty mogą kryć w sobie co tylko producent sobie wymarzy… Nie zawsze też oznaczają niską zawartość tłuszczu, cukru czy niższą kaloryczność. Takie produkty często mogą mieć nawet nieco więcej kalorii oraz wiele dodatkowych nie pożądanych składników. A zdarzało się, że jedyną różnicą był np. wizerunek szczupłej pani  na opakowaniu 😉 Im większy napis SLIM na pudełku tym więcej czasu spędźcie na studiowaniu etykiety.

I jeszcze jedno: produkty tego typu, nawet jeśli mają niższą kaloryczność nie oznaczają, że możemy ich zjeść więcej 😉

 

Znacie jakieś dietetyczne mity?? Napiszcie o nich w komentarzach 🙂

  • No to chrup? 🙂 Osobiście lubię warzywa, lubię pieczywo i lubię też pizzę. Jak dla mnie jedno nie wyklucza drugiego, czy nawet trzeciego o ile ktoś je również głową a nie tylko brzuszkiem 😛 Nomen-omen wpis przydatny, warto się czasem zastanowić nad własnym talerzem.

  • Aleksandra Nobody

    Tym, że błonnik jest ciężkostrawny to mnie zaszokowałaś!

    • Niestety, właśnie dlatego po dużej jego ilości często mamy wzdęcia i boleści.

  • I ja mojemu tacie powtarzam, że głodówką to o nic nie zdziała. Że musi mieć zbilansowaną, regularną dietę – inaczej organizm na zapas będzie gromadził w sobie tłuszcz…

    • Ja z moją Babcią i jej śmietanką 30% do kawy długo walczyłam… oj długo! Ale odniosłam SUKCES! Przerzuciła się na mleko skondensowane ❤️❤️❤️ Powodzenia! Może podeślij Tacie mojego bloga? Czasem wystarczy, aby ktoś inny-obcy powiedział to samo…

      • Tata w blogosferze niestety się nie odnajdzie – jest z tego pokolenia, dla którego obsługa maila to wystarczające wyzwanie 😉

  • Dodałbym jeszcze jeden mit dotyczący piwa, bo o nim dużo ostatnio pisze na blogu. Wcale nie jest kaloryczne, wręcz przeciwnie zawarte w piwie koloidy ułatwiają działanie enzymów trawiennych i przyswajanie składników jedzenia. O wiele bardziej istotnym zjawiskiem w tym przypadku jest objadanie się „do piwka”. Problem tkwi w kulturze jedzenia, a nie w samym piwie. 😉

    • Zgadzam się w całej rozciągłości! Czytałam ten post. Może przy następnym odcinku będzie o alkoholu, chętnie wtedy udostępnię fragment Twojego wpisu!

  • Znam, mit dotyczący jedzenia owoców wieczorem i tego, jak to banany tuczą. Nóż mi się otwiera w kieszeni, kiedy widzę, że ktoś pisze, że od tego się tyje. 😉

  • Dałam się nabrać na wszystkie z tych mitów, bo wiecznie mi wszyscy powtarzali, żeby tak robić lub, że oni tak robią, bo wszyscy tak robią, więc to MUSI być dobre…i tak wpadamy w błędne koło „bo wszyscy” 🙂 Byłam raz na diecie, 1,5 tygodnia, była wtedy szalenie modna i uznawana za zdrową. Po paru latach okazało się, że to był pic na wodę fotomontaż 😀

  • Nie mogę się przekonać do jedzenia z samego rana. Przez 3-4 godziny po przebudzeniu mój żołądek nie akceptuje niczego. Czy to już jest mit? 🙂

  • Dobrze, że piszesz o produktach LIGHT. Kiedyś zaczęłam porównywać składy takich produktów i wersji „nie light” i byłam przerażona. Co z tego, że produkt jest odtłuszczony, jeśli ma za to pełno syfu i różnych zagęszczaczy i innych ulepszaczy…

  • Ola Tlałka

    Slyszalam, że nie powinno się jeść owoców po 16. A z tym jedzeniem po 18 słyszałam też, że nie powinno się jeść 2-4 godzinny przed snem. 🙂